A dokładnie szalony jest mój mąż.
Jeszcze w czwartek na wieczór rozmawialiśmy ze sobą na skypie i nawet słowem się nie odezwał co planuje.
Mówił tylko, że w piątek będzie miał ciężki dzień, bo musi iść wcześniej do pracy.
Myślałam więc, że pewnie wieczorem będzie zmęczony, zamienimy tylko parę słów na skypie i położy się spać.
A on dzwoni wieczorem ,że ma wolny weekend, jest już spakowany, zaraz wsiada w samochód i nad ranem powinien być u nas.
Myślałam więc, że pewnie wieczorem będzie zmęczony, zamienimy tylko parę słów na skypie i położy się spać.
A on dzwoni wieczorem ,że ma wolny weekend, jest już spakowany, zaraz wsiada w samochód i nad ranem powinien być u nas.
Przyjechał dosłownie na dwa dni, w tym oczywiście w sobotę musiał trochę odespać podróż.
Znów przywiózł ze sobą całą torbę słodyczy (zastanawiam się czy to z premedytacją przywozi moje ulubione, żeby mnie podtuczyć troszkę, jak mi tyłek urośnie to nikt mnie nie będzie chciał podczas jego nieobecności?).
Myślę, że przyjedzie jeszcze parę razy i będę miała taki zapas słodkości, że starczy jeszcze na paczki świąteczne dla dzieci :)
Niestety znów do szczęścia zabrakło nam pogody.
Całą sobotę lało i było zimno a w niedzielę wcale nie lepiej.
Nie pozostało nic innego, jak odwiedzić figloraj.
zdjęcia niestety tylko z komórki, stąd ta jakość...
Mąż wrócił do pracy a nas dopadł katar (oj już zapomniałam prawie co to jest!) i kichamy i smarkamy wszyscy całą trójką a nawet czwórką, bo zaraziliśmy jeszcze mojego brata.
A co !
A co !
A jutro pierwsza wizyta Maj u dentysty i kontrola Kuby.
Ja jestem chyba bardziej zestresowana niż on!






























