czwartek, 23 stycznia 2014

czwartek, 16 stycznia 2014

Rozmyślań kilka o macierzyństwie

Czasem myślę jak to by było nie mieć dzieci. O ile prostsze wtedy było by moje życie. O ile mniej skomplikowane. Co dzień wracałabym z pracy do domu i oprócz obiadu nie miałabym nic więcej do zrobienia. Do domu cichego i spokojnego. Mogłabym leżeć do wieczora na kanapie zajadając chipsy (nie ukradkiem w kuchni, żeby dzieci nie widziały, bo im nie dajemy) i oglądając tv. Albo mogłabym po prostu z tej pracy nie wrócić. Wyskoczyć na jakieś spontaniczne zakupy czy do kina.
Moglibyśmy z D. spokojnie mieszkać  w wynajętym mieszkaniu sami, a nie u rodziców. Albo może mielibyśmy już swoje, bo stać by nas było na kredyt. Albo pojechalibyśmy za granicę i  w miesiąc zarobilibyśmy tyle co tu w rok. Moglibyśmy co tydzień wyskoczyć na jakąś szaloną imprezę do rana nie przejmując się niczym.
Gdybyśmy nie mieli dzieci, stać by nas było na o wiele więcej. Choćby na zagraniczne wakacje co roku.
Ileż to pieniędzy wydajemy miesięcznie właśnie na nie, na ich potrzeby i zachcianki.
A w końcu mielibyśmy też czas tylko dla siebie. Czas na spokojną kolację, na byczenie się w niedzielny poranek do południa w łóżku czy chociażby na rozmowę. Czas, którego teraz prawie nie mamy i którego bardzo nam brakuje. 
Jak wyglądało by nasze życie gdybyśmy mogli myśleć tylko o sobie. Życie w którym słowo ja było by najważniejsze...

Jakby wyglądało nasze życie bez dzieci. Czy bylibyśmy jeszcze ze sobą nie mając niczego co nas łączy na całe życie. Czy mielibyśmy dla kogo wracać biegiem  po pracy do domu. 
Pamiętam doskonale ten rok, kiedy staraliśmy się o pierwsze dziecko. Pamiętam te rozczarowania, kiedy każdy kolejny test był negatywny. Pamiętam tę straszną uporczywą myśl, że może nigdy nie będę mamą.  Rok starań, rok prób i rok nadziei. 
Czy potrafiłabym być szczęśliwa bez dzieci? Czy potrafiłabym przejść obojętnie obok maleńkiej dziewczynki w sklepie i nie myśleć jak wyglądało by moje dziecko. 

Czy na pewno byłabym szczęśliwsza mając więcej czasu czy pieniędzy w portfelu?

I nagle dochodzi do mnie, że przecież te dzieci, te pieluchy, to wszystko to tylko chwila. Że one przecież tak szybko rosną, dojrzewają, zmieniają się z roku na rok, usamodzielniają. Aż w końcu zanim się obejrzę dorosną, wyprowadzą, wyfruną z gniazda a potem będą wpadać na obiad do mamy raz w tygodniu przy dobrych wiatrach i tyle. A my znów zostaniemy sami we dwójkę. I będziemy wspominać.  I pewnie tęsknić.


A nasz dom znów będzie pusty.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...