Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 września 2013

No i stało się...

choć ja po cichu miałam nadzieję, że może nas to ominie. 
Maja od wczoraj chora. Z nosa się leje, kaszle pół nocy i większość dnia. 
Żłobek poszedł w odstawkę przynajmniej na tydzień.
A ja mam ochotę pójść do kierowniczki żłobka z awanturą. Powstrzymuje mnie tylko fakt, że później to wszystko mogłoby się odbić niekorzystnie na Mai.
No bo jak? Jak można zezwalać chorym, zakatarzonym i kaszlącym dzieciom na pobyt w żłobku?
Nie rozumiem.
Jak można patrzeć na zasmarkane dziecko cały dzień i nawet nie podetrzeć mu nosa pozwalając wcierać to wszystko w zabawki i inne dzieci?
Nie rozumiem.
Mam wielką ochotę przejść się na rozmowę, bo jeśli tak to ma wyglądać to ja pasuję.
Szkoda mi mojego dziecka i jego zdrowia....



środa, 17 października 2012

Kurujemy się...

Dopadł nas jakiś wirus. W niedzielę robiliśmy Mai badania i okazało się, że na szczęście to nie zapalenie układu moczowego, mocz w porządku. A tego obawialiśmy się najbardziej. Lekarz podejrzewał trzydniówkę z uwagi na brak innych objawów, ale gorączka przeszła już w poniedziałek i oczywiście nie ma żadnej wysypki więc możemy ją raczej też wykluczyć. Wczoraj mieliśmy już prawie zdrowe dziecko, i myśleliśmy, że to już koniec, a od dzisiaj Maja znów jakaś niewyraźna  i straciła apetyt. Podejrzewam, że zaraził ją tym razem  Kuba, który od niedzieli walczy z katarem i bólem gardła... 
Na całe szczęście w  poniedziałek nad ranem mąż zrobił nam niespodziankę i wrócił do domu. Miał przyjechać później, ale z uwagi na możliwość ponownego szpitala spakował się szybko i wrócił wcześniej niż zamierzał. Zostaje w domu do końca tygodnia i rusza dalej pracować. Także na razie siedzimy sobie w domu wszyscy...
Ach, dawno tak nie było... Są też i plusy chorowania :)



sobota, 13 października 2012

Znowu...?

Dziś miał być dzień idealny. Dziś rano postanowiłam, że udowodnię sobie samej, że jestem całkowicie samowystarczalna i  bez żadnych problemów jestem w stanie samemu ogarnąć dom ,dzieci no i samochód...
Dzień zaczął się więc, tak jak przystało na wolną sobotę, wspólnym śniadaniem, później sprzątanie domu, pranie, zakupy, obiad Mai, obiad nasz i to nie byle jaki (mój pierwszy porządny w tym tygodniu). I wydawać by się mogło, że wszystko idzie zgodnie z planem a nawet lepiej. Dzieci nakarmione, ładnie ubrane, dom wysprzątany, lodówka pełna. O godzinie 14.30 wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy najpierw w kierunku stacji benzynowej. I tu wstyd się przyznać,  ale tankowałam auto po raz pierwszy sama i zastanawiałam się czy czegoś nie odstawię. Zawsze tankował D. oba auta. Udało się nie zrobić z siebie blondynki.. Później wizyta u moich dziadków. Dzień wcześniej upiekliśmy z Kubą ciasto specjalnie dla nich. Ciasto zabrane, od razu zostało przekazane w ręce babci. Dzieci zadowolone, ponieważ dawno nie widziały dziadków. Nawet Maja o dziwo czuła się dość pewnie. Jednym słowem idealnie... Nic nie wskazywało na to, że ten dzień może skończyć się kiepsko.
Maja nagle zrobiła się śpiąca, ale dałam jej niezawodnego chrupka. Wzięła go z ochotą, ale za chwile patrzę a chrupek leży na podłodze a Maja jakaś taka ospała, ale bawi się dalej. W głowie tylko śmignęła mi myśl, że coś tu nie gra, ale pomyślałam sobie, że przecież zjadła swój obiad i trochę mojego i pewnie nie jest głodna. Mała wytrzymała jeszcze jakieś  pół godziny i nastał kryzys. Przyraczkowała do mnie, wzięłam ją na kolana, przytuliła się do mnie. Dotknęłam jej czoła- gorące... dalej już była tylko szybka ewakuacja do domu. Nie mówiłam nawet nic dziadkom, żeby się nie martwili. W domu zmierzyłam temperaturę  38,8 stopni. Skąd to cholerstwo się wzięło? W drodze powrotnej tysiąc myśli w głowie. Przecież do popołudnia było ok. Apetyt miał jak zwykle, humor też. Na myśl przychodzi mi tylko powtórka z sierpnia. Tak samo się zaczęło i lekarz ostrzegał, że może nawracać :/
I tu moja samodzielność poległa. Wizja szpitala przesłoniła wszystko... 
Mężu wróć!!!


Na chwilę przed kryzysem 








wtorek, 25 września 2012

Antybiotyk

Kiedy byłam jeszcze w ciąży z Kubą, obiecałam sobie, że będę leczyć moje dziecko (bądź dzieci) bez antybiotyków, sposobami domowymi. I rzeczywiście z Kubą tak było. Dodać należy tylko fakt, że Kuba do roku czasu miał tylko raz katar.Później raz złapał jakiegoś rotawirusa, i dopiero jak zaczął chodzić do przedszkola zaczęły się 2-3 infekcje rocznie. I to by było na tyle z jego chorowaniem...
Z Mają niestety już nie jest tak łatwo. I jak na złość ostatnio Kuba też zaczął częściej przynosić jakieś zarazki do domu, między innymi też i ospę. O zwykłym katarze już nie wspomnę, bo ten mamy raz na miesiąc...
W przyszłym tygodniu idziemy z małą do poradni nefrologicznej na kontrolę po sierpniowym zapaleniu pęcherza. Przyjść mieliśmy z aktualnymi  badaniami moczu. W zeszłym tygodniu więc oddaliśmy do badania próbkę. Wyniki ogólne były ok. Dziś więc poszłam po wyniki posiewu będąc pewna, że i te muszą być w porządku. Niestety spotkała mnie niezbyt miła niespodzianka...Znów bakterie, te same :/ W małym stężeniu, ale są... Najlepsze jest to, że nic nie wskazuje na jakąkolwiek infekcję. Maja ma humor ja zwykle, apetyt niezły, w nocy śpi i temperatury też brak ?
Kolejny  raz widzę wiec, że to co sobie zaplanujemy ma się nijak do rzeczywistości. Antybiotyk bierzemy od dzisiaj znowu. I cóż zrobić...

poniedziałek, 10 września 2012

Post

Sezon kichania i smarkania uważam za otwarty!
Kuba zaczął w sobotę i dzisiaj dołączyła też Maja... Na szczęście pogoda zrobiła się troszeczkę lepsza, więc mamy nadzieję, że szybko rozstaniemy się z chusteczkami i nacieszymy jeszcze słońcem, rowerami i placem zabaw (huśtawką oczywiście) zanim rozpocznie się pora roku, którą najchętniej przespałabym...tak do Gwiazdki :)

Rodzeństwo... Aż miło popatrzeć...




I huśtawka (znowu!). Wciąż ulubione miejsce Mai:


czwartek, 9 sierpnia 2012

Jednak szpital

Od wczoraj jesteśmy w szpitalu. Wyniki moczu i morfologi były kiepskie. Maja dostaje antybiotyk dożylnie i większość czasu przesypia. Przy okazji lekarze zrobili jej szereg badań między innymi usg brzucha i nerek.
Z tego co wiem spędzimy tu 10 dni, bo tyle trwa antybioterapia. Później kolejne badania krwi i moczu i jeśli będzie już lepiej wychodzimy i zapisujemy się do poradni nefrologicznej.
Najgorsze jest to, że z braku wolnych miejsc, dostaliśmy łóżko na onkologi dziecięcej. Nie polecam nikomu odwiedzać tego oddziału bez powodu...

wtorek, 7 sierpnia 2012

Badania

Dziś Maja znowu obudziła się rano z temperaturą 37,6. Po rannej drzemce było już 38,9 stopni. I tym razem też bez żadnych innych objawów. Dostaliśmy skierowanie na badania- morfologie, ogólne moczu i posiew. Jutro rano będziemy próbować jakoś pobrać małej mocz. Wyniki, oprócz posiewu, będą popołudniu i mamy od razu przyjść z nimi do lekarza. Podejrzewam  zapaleniem dróg moczowych, ale pani doktor nie wykluczyła możliwości, że winą jest po prostu ząbkowanie. Zęby lada dzień powinny wyjść...
Jeśli to jest zapalenie, pewnie ciągnie się już od dwóch tygodni.Wtedy Maja miała temperaturę i miała to być niby trzydniówka, ale charakterystycznej dla niej wysypki nie było. Kłopoty z jedzeniem też są podobno powszechne przy tej chorobie. 
Na razie pozostało nam czekać do jutra i podawać Paracetamol :/
Dobrze, że chociaż tym razem Maja więcej śpi i nie jest za bardzo marudna...

wtorek, 24 lipca 2012

Trzydniówka?

Od wczoraj walczymy z temperaturą u Mai. Pediatra powiedział, że najprawdopodobniej jest to gorączka trzydniowa, ponieważ oprócz niej małej nic więcej nie dolega. O dziwo humor też nie najgorszy. Dopiero wieczorem, kiedy temperatura rośnie, Maja robi się śpiąca i marudna. W ciągu dnia  bawi się jak zawsze, je normalnie. Temperatura max. to 38,5 stopni, więc tak trochę mało jak na trzydniówkę?
Ale jeżeli byłaby to właśnie ona, to już pojutrze powinno być dobrze..
Z drugiej strony zastanawiam się czy to aby nie przez zęby. Od wczoraj Maja ma bardzo rozpulchnione dziąsła i jakby bardziej się ślini ...chociaż myślałam, że to niemożliwe żeby wydzielać jeszcze więcej śliny :)..

Kuba tylko jest strasznie niezadowolony, bo siedzimy od rana w domu. Dopiero jak D. przychodzi z pracy, wychodzi z nim na spacer bądź plac zabaw. 
A szczególnie żal pogody, ponieważ od poniedziałku  mamy znowu lato...

Tutaj Maja jeszcze w godzinach rannych:



Popołudniu:


A tu już wieczór. Patrząc na to zdjęcie, chyba nie trzeba nic dodawać...
Aż serce się kraje...



Dobrze, że akurat w tym tygodniu D. pracuje od rana i wieczorem, kiedy Maja czuje się najgorzej jesteśmy we dwoje. Inaczej po tych paru dniach miałabym ręce do samej ziemi...

piątek, 11 maja 2012

Przygód z ospą ciąg dalszy...

No i stało się... Równo po dwóch tygodniach od początku ospy u Kuby wysypało też i Maję. 
Na razie nie jest źle. Samopoczucie małej jest dobre... Tylko żal ściska jak się patrzy na nią taką biedną wysmarowaną na biało... :-(( Oj,  mogłyby te choróbska już się od nas odczepić....



sobota, 28 kwietnia 2012

Ospa wietrzna...

No i jeszcze tego tylko nam brakowało.
Kuba ma ospę wietrzną... Ma wysypany cały brzuch i plecy...
Normalnie ręce mi opadły jak go dzisiaj zobaczyłam...
Na dodatek jestem sama, moja mama wyjechała na weekend majowy, D. jest dzisiaj cały dzień w pracy więc wygląda na to, że będę musiała wziąć Maję i pójść z nim do lekarza sama...
Maja pewnie jeśli miała się zarazić, to już się zaraziła...
A antybiotyku jej nie podaliśmy w końcu, bo po przyjściu z przychodni temperatura spadła i nie pojawiła się do tej pory. To jedyna dobra wiadomość dzisiejszego dnia.

A ja wiatrówki też nie miałam...

niedziela, 18 marca 2012

Tydzień wyjęty z życia

Powoli wracamy do formy. Kuba już wykurowany, Maja jeszcze trochę pokasłuje i ma chrypkę ale już jest o niebo lepiej... A muszę powiedzieć, że nie było z nią łatwo. Tydzień spędziła praktycznie cały czas na rękach. Nawet w nocy były pobudki. Maja nie chciała ani jeść, ani się bawić, nic tylko marudzenie. Ale co tu się jej dziwić... Jutro kontrola u lekarza. Zobaczymy. 
My z D. też już praktycznie zdrowi. Bo złapało nas wszystkich bez wyjątku. 
Zazdrościmy tylko tym wszystkim spacerującym po dworze i cieszącym się początkami wiosny, bo my widzimy to tylko przez okno. Ale przecież to dopiero początek ciepłych dni i na pewno jeszcze zdążymy się nią nacieszyć. Już nie mogę doczekać się spacerów bez tych wszystkich grubych kurtek, kombinezonów, szalików, czapek, kocy  itp...

Kocham wiosnę:-)))

Szkoda tylko, że u nas tak kiepsko się zaczęła...


A to dzisiejsze. Trochę nam Maja wymizerniała...



środa, 14 marca 2012

Szpital cd.

Dzisiaj byliśmy na kolejnej wizycie u lekarza z Mają. W nocy dostała wysokiej gorączki. Po podaniu syropu przeszło na ok 4 godz i rano z powrotem to samo. W dodatku nie chciała jeść ani pić. W końcu skończyło się na antybiotyku... A już myślałam, że tego unikniemy :-(((
Mamy tylko problem z podawaniem leków, bo Maja nie chce tego połykać. Albo się krztusi, mimo tego, że podaję po trochu, albo większa część wypływa bokiem...  
Kontrola w piątek i zobaczymy wtedy co dalej...

wtorek, 13 marca 2012

Szpital i kupa strachu

Szpital mamy w domu już od soboty. A dzisiaj taki prawdziwy musieliśmy też odwiedzić z Mają. Ale na szczęście skończyło się tylko na strachu. Kuba choruje od soboty,kaszle, smarka, gorączkuje, od poniedziałku bierze antybiotyk, bo niestety było coraz gorzej. Mają dopadło wczoraj. Na szczęście tylko katar, ale i tak wczoraj postanowiliśmy udać się z nią do lekarza. Wczoraj było ok, więc wróciliśmy do domu bez żadnych leków. Ale dzisiaj od rana temperatura podskoczyła do 37,6. Niby nie tragedia, ale Majka też odmówiła jedzenia i przespała cały ranek i przedpołudnie. Więc znowu wybraliśmy się do lekarza. Skończyło się na skierowaniu do szpitala, ponieważ Pani Doktor stwierdziła, że nie  podejmie się leczenia tak małego dziecka. Szczena mi opadła jak to usłyszałam, ale co zrobić. Trzeba było jechać. Kubę odtransportowaliśmy do babci i pojechaliśmy do wskazanego szpitala. 
'Najpierw czekaliśmy półtorej godziny na izbie przyjęć, ponieważ lekarka badająca dzieci jednocześnie odbierała telefony, szukała miejsc i łóżek dla przyjmowanych dzieci oraz załatwiała konsultacje.... Osłuchowo było ok, ale dostaliśmy skierowanie na RTG płuc. Czekaliśmy na nie ok 40 mn. później z 15 mn na wynik.  W między czasie Mai przypomniało się o jedzeniu, więc była przerwa na karmienie. A później kolejne półtorej godz z wynikami do wyżej wspomnianej lekarki.
Nie wiem jak moje dziecko to wytrzymało. Na szczęście w szpitalu wrócił jej humor i obyło się bez większej awantury. A najlepsze było to, że nie wiedzieliśmy do końca czy w ogóle są miejsca w szpitalu, czy odeślą nas gdzie indziej (już  raz tak miałam z Kubą, tylko on miał 40 stopni i ciężkie zapalenie płuc i nigdzie nie było miejsc) ponieważ "uprzejma" pani recepcjonistka powiedziała, że nie ma czasu sprawdzić, będziemy się martwić jeśli będzie potrzeba.
Pani doktor, dosyć sympatyczna i rzeczowa, po zapoznaniu się z wynikami stwierdziła, że oprócz kataru nic więcej Mai nie dolega. Odetchnęliśmy z ulgą... Kazała podawać Cebion. Ibum przez trzy dni i robić inhalacje z soli morskiej trzy razy dziennie. I mam nadzieję, ze na tym się skończy...
Kuba też już lepiej. Swoją drogą to uświadomiłam sobie, że nie pamiętam kiedy Kuba był ostatnio chory a co dopiero kiedy ostatnio brał antybiotyk... 
No i chyba zmieniamy lekarza. Tylko na jakiego...?


czwartek, 23 lutego 2012

Katar

Mamy w domu automat do robienia baniek. Taki żywy. Maja wygląda jakby najadła się płynu do kąpieli. Bidulka męczy się już z katarem drugi dzień, ale oprócz tego jest ok. Ale co tu się dziwić skoro wszyscy po kolei byliśmy chorzy....
Ona i tak przechodzi to najłagodniej. 
 O wyjściu na spacer też nie ma mowy z uwagi na wszechobecną wodę, kałuże itd. Kuba rano wychodząc do przedszkola spytał D.:
-Tato, czy my tu mamy teraz morze?
Bez kaloszy i porządnego parasola nie da się wyjść. A najlepiej to przydałby się jeszcze ponton...
Siedzimy więc przy oknie i wypatrujemy gdzie ta wiosna? No gdzie?



wtorek, 17 stycznia 2012

Pierwsza infekcja

No i chyba Maja po raz pierwszy w życiu złapała katar. Choć dokładnie nie jestem pewna czy to na pewno jest to. Już kiedyś miała sapkę, co stwierdziła położna, i wyglądało to dosyć podobnie. Ale tym razem po leżeniu na brzuszku zaczyna coś spływać. A kiedy śpi na pleckach wydaje odgłosy jakby się zachłystywała. Do tego jeszcze cały czas coś jej furczy w nosie.Mam nadzieję, że skończy się tylko na katarze i nie przerodzi się we większą infekcję. Czeka nas pierwsza wizyta u lekarza. Do tej pory baliśmy się, że będzie się zarażać od Kuby, ale on jest zdrowy już dłuższy czas. Na szczęście nie przekłada się to na jej humor. Uśmiech nie schodzi małej z buzi.
 A na dworze  piękna pogoda zachęcająca do spacerów więc i my nie odmówiłyśmy sobie tego.Słońce świeci, wiatru zero. Aż trudno uwierzyć, że na termometrze -4 stopnie. Byle do wiosny...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...