środa, 10 lipca 2013

Ślesin jezioro

Zachciało nam się jeziora. Takiej namiastki wakacji. Pogoda piękna a w mieście, zwłaszcza takim jak Łódź, wiadomo, pozostaje tylko zatłoczony basen bez grama cienia, gdzie ręcznik leży koło ręcznika a w wodzie trzeba się rozpychać łokciami. Jest oczywiście parę kąpielisk, ale czystość wody w nich pozostawia wiele do  życzenia.  A my chcieliśmy czystą wodę (w miarę), plażę i las dokoła.
Wstaliśmy więc wcześnie rano i przejechaliśmy ok 140 km, żeby znaleźć się w małej miejscowości  Ślesin niedaleko Lichenia. Na szczęście połowę trasy pokonaliśmy autostradą, więc przejechaliśmy w miarę szybko i cały dzień spędziliśmy nad jeziorem ślesińskim. 
Piękne miejsce z pewnością godne polecenia, zresztą zobaczcie sami.


ekwipunek do pływania musiał być 


i do piasku oczywiście też


 Maja zaczęła nieśmiało i przez pierwszą godzinę bawiła się tylko na brzegu. A później weszła do wody i już nie chciała w ogóle z niej wychodzić.



 Przerwa w pływaniu. Suszymy się i czekamy na rybkę.




 Kuba w swoim żywiole



 lody musiały być



 Maja padła dopiero po 18 a my w tym czasie poszliśmy zwiedzać

















 fontanna niestety nieczynna akurat


 i oczywiście plac zabaw na koniec już wieczorem







 Na pewno jeszcze tam wrócimy!




czwartek, 4 lipca 2013

Czytamy sobie

Uwielbiam czytać książki. Zawsze tak było. Od małego. 
Babcia moja pracowała w drukarni i zawsze przynosiła do domu całą masę książek. Różnych. Dziecięcych, takich z obrazkami, dla starszych przygodowych jak i dla dorosłych aż po encyklopedie, słowniki, książki historyczne nie wyłączając nawet harlekinów. Książek w naszym domu nigdy nie brakowało. Wszyscy lubili je czytać, choć każdy czytał co innego. 
Do tej pory te wszystkie książki są w naszym domu. Na całym  strychu i części piwnicy stają regały uginające się pod ich ciężarem. Pamiętam, że będąc w szkole nigdy nie korzystałam z biblioteki. Wszystkie lektury miałam zawsze na miejscu.
Teraz też czytam. Codziennie. 
Z tym, że najczęściej są to książki dziecięce, takie ilustrowane. Miłością do książek zaraziłam bowiem moje dzieci. Kubie czytałam już od pierwszych dni a on od początku słuchał ze skupieniem. Pamiętam jeszcze jak wszyscy się dziwili, że roczne dziecko potrafi spędzić nad książką prawie godzinę bez przerwy. Kuba w dzień sam podchodził do regału  i kartkował wszystkie swoje ulubione pozycje a wieczorem usypiał słuchając jak mu czytam. To był taki nasz wieczorny rytuał, który pozostał aż do dziś. Zmieniło się jedynie to, że nie czytamy już w kółko tego samego, ale wciąż szukamy nowych książek najchętniej o piratach i skarbach.
Majka jest bardziej wymagającym czytelnikiem. To ona rządzi co w danym momencie czytamy, czy robimy to od początku czy od końca, czy np od środka. To ona musi przekładać kartki i najczęściej nudzi się już po paru minutach, by za chwilę znów otworzyć następną książkę. Ma tylko kilka swoich ulubionych które pozwala mi przeczytać od deski do deski, bez wyrywania i wiercenia. Zna je już na pamięć i zawsze, kiedy się zatrzymam, przypomina mi co powinno być dalej.  Ma też swoje ulubione strony, na których pokazuje wszystko paluchem i mówi co tam jest. Ale najczęściej po prostu bierze książkę i sama ogląda ze skupieniem i krzyczy żeby jej nie przeszkadzać. Bo ona czyta lepiej.
Indywidualistka moja. 

A co ze mną? Dostałam ostatnio parę ciekawych książek do przeczytania. Leżą już chyba z miesiąc i ciągle czasu na nie brak. Ciągle jest coś do zrobienia, jakieś sprawy do załatwienia, milion rzeczy ważniejszych.
A wieczorem, kiedy dzieci śpią już chęci brak, bo oczy się same zamykają.
I tylko mąż się zawsze śmieje, że na bloga to zawsze czas znajdę ;)
Może jak już będę na emeryturze...?




Kuba miał tu ok 10 miesięcy


i trochę starszy


i Maja
(zdjęcia z kwietnia)



wtorek, 2 lipca 2013

Dama w sukience

Śpieszę donieść szybko, że żyjemy i wakacjonujemy się u teściów, gdzie niestety zasięg marny i posta dodać   to wielka sztuka i dużo cierpliwości potrzeba do tego.
Pogoda wróciła i znów mamy lato. Wyciągnęłyśmy z szafy letnie sukienki i nosimy wszystkie po kolei a Maja  jest nimi zachwycona (jak przystało na małą kobietę) i wszystkim pokazuje i mówi, że ona to Pani i że sukienki nosi jak prawdziwa dziewczyna. Do tego każe sobie spineczki we włosy wpinać, te największe i najładniejsze tylko, a potem przegląda się z zachwytem w lusterku.

A oto i Ona. 
Dama w sukience








Dziś niestety żegnamy tatusia i powoli szykujemy się do powrotu do domu. 
Zobaczymy się z mężem pewnie dopiero za miesiąc i może wtedy uda nam się wyskoczyć na trochę nad morze... Marzą mi się już wakacje, plaża, szum morza...
Oby nasze plany się powiodły.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...