Uwielbiam czytać książki. Zawsze tak było. Od małego.
Babcia moja pracowała w drukarni i zawsze przynosiła do domu całą masę książek. Różnych. Dziecięcych, takich z obrazkami, dla starszych przygodowych jak i dla dorosłych aż po encyklopedie, słowniki, książki historyczne nie wyłączając nawet harlekinów. Książek w naszym domu nigdy nie brakowało. Wszyscy lubili je czytać, choć każdy czytał co innego.
Do tej pory te wszystkie książki są w naszym domu. Na całym strychu i części piwnicy stają regały uginające się pod ich ciężarem. Pamiętam, że będąc w szkole nigdy nie korzystałam z biblioteki. Wszystkie lektury miałam zawsze na miejscu.
Teraz też czytam. Codziennie.
Z tym, że najczęściej są to książki dziecięce, takie ilustrowane. Miłością do książek zaraziłam bowiem moje dzieci. Kubie czytałam już od pierwszych dni a on od początku słuchał ze skupieniem. Pamiętam jeszcze jak wszyscy się dziwili, że roczne dziecko potrafi spędzić nad książką prawie godzinę bez przerwy. Kuba w dzień sam podchodził do regału i kartkował wszystkie swoje ulubione pozycje a wieczorem usypiał słuchając jak mu czytam. To był taki nasz wieczorny rytuał, który pozostał aż do dziś. Zmieniło się jedynie to, że nie czytamy już w kółko tego samego, ale wciąż szukamy nowych książek najchętniej o piratach i skarbach.
Majka jest bardziej wymagającym czytelnikiem. To ona rządzi co w danym momencie czytamy, czy robimy to od początku czy od końca, czy np od środka. To ona musi przekładać kartki i najczęściej nudzi się już po paru minutach, by za chwilę znów otworzyć następną książkę. Ma tylko kilka swoich ulubionych które pozwala mi przeczytać od deski do deski, bez wyrywania i wiercenia. Zna je już na pamięć i zawsze, kiedy się zatrzymam, przypomina mi co powinno być dalej. Ma też swoje ulubione strony, na których pokazuje wszystko paluchem i mówi co tam jest. Ale najczęściej po prostu bierze książkę i sama ogląda ze skupieniem i krzyczy żeby jej nie przeszkadzać. Bo ona czyta lepiej.
Indywidualistka moja.
A co ze mną? Dostałam ostatnio parę ciekawych książek do przeczytania. Leżą już chyba z miesiąc i ciągle czasu na nie brak. Ciągle jest coś do zrobienia, jakieś sprawy do załatwienia, milion rzeczy ważniejszych.
A wieczorem, kiedy dzieci śpią już chęci brak, bo oczy się same zamykają.
I tylko mąż się zawsze śmieje, że na bloga to zawsze czas znajdę ;)
Może jak już będę na emeryturze...?
Kuba miał tu ok 10 miesięcy
i trochę starszy
i Maja
(zdjęcia z kwietnia)